Donh i brodaty kamień

Żył kiedyś człowiek bardzo łakomy, głupi i złośliwy. Nazywał się Donh Neungbeu. Pewnego dnia przechadzając się po buszu, pośrodku lasu zobaczył zwisający z gałęzi, wielki, brodaty kamień. Zaskoczony wykrzyknął:

– Czy świat stanął na głowie? Cóż to jest? Brodaty kamień?

Zaledwie skończył wypowiadać te sowa, gdy kamień spadł mu na głowę. Po uderzeniu kamień wrócił na swoje miejsce, a Donh do wioski, z wielkim guzem na głowie.

Następnego dnia Donh wziął ze sobą aguti (rodzaj dużego gryzonia, nieco podobnego do zająca) i poszedł na miejsce, gdzie zwisał brodaty kamień. Zatrzymał się i z daleka wskazał go towarzyszowi. Ten nie potrafił powstrzymać okrzyku zdumienia:

– Co? Brodaty kamień…?

Nie dokończył jednak wyrażać swego zdziwienia, bo brodaty kamień spadł mu na głowę i aguti zemdlał. Donh rzucił się na niego, zabił i zabrał do siebie, by go zjeść. Następnego dnia przyszła pora na łanię, a później na gazelę... W ten sposób Donh wybił prawie wszystkie zwierzęta w buszu. W lesie nie pozostał już nikt poza zającem. Donh zaczepił go pewnego popołudnia:

  

– Zającu, mój przyjacielu, chcesz zobaczyć coś niezwykłego?

– Parę niezwykłych rzeczy już widziałem – odpowiedział wymijająco zając.

Ale Donh nie pozwolił mu opowiedzieć, co też takiego niezwykłego mógł widzieć, stwierdzając tylko, że na pewno kłamie. Jedyną bowiem niezwykłą rzeczą, jaką widział Donh, był brodaty kamień. Namówił jednak w końcu zająca, by udali się na miejsce, gdzie się znajdował. Donh postąpił z nim jak i w przypadku innych zwierząt: zatrzymał się i z daleka wskazał kamień palcem. Zając zauważył go, ale powstrzymał się i odpowiedział bez entuzjazmu, że widzi to, co on, ale nie dostrzega w tym niczego niezwykłego.

– Jak to? Widzisz to, co ja i nic nie mówisz?

Ujrzenie brodatego kamienia nie było jednak niebezpieczne, jeśli tylko nie wypowiedziało się jego nazwy. Donh próbował zatem sprowokować zająca, by ten powiedział: brodaty kamień.

– Zapomniałeś języka w gębie? Jeśli widzisz tę rzecz, powiedzże coś! – nalegał.

Zając pozostał niewzruszony. Donh zdenerwował się w końcu i krzyknął:

– Patrz, przecież to brodaty kamień!

Gdy tylko wypowiedział te słowa, kamień zwalił się na niego z wielkim impetem i Donh padł bez czucia. Zając w mig wszystko zrozumiał. Zostawił Donha i oddalił się stamtąd.

Przechodziła tamtędy boga, mrówka-grabarz. Zlitowała się nad niemogącym wrócić do siebie Donhem i postanowiła zanieść go do domu. Mrówka ta wydzielała jednak bardzo nieprzyjemny zapach i przez całą drogę Donh narzekał, mówiąc:

– Boga, pomagasz ludziom, ale przy tym śmierdzisz nieprawdopodobnie!

Od tego czasu w plemieniu Yacouba, gdy ktoś oddaje ci przysługę i chce czegoś w zamian, mówi się, że jest „boga”.

Morał: Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada.

Jedno pytanie nie daje mi spokoju: czym do ©µº¡¢®¥ jest „brodaty kamień” [franc. caillou barbu]? (przyp. tłumacza).