Bitwa Ptaków i Ssaków

Pewnego spokojnego dnia lekki wiatr przyniósł ludziom wiadomość, że bitwa między Ptakami a Ssakami jest nieuchronna. Jaki był powód niezgody? Czyż ostatni spór, dotyczący zimowej wędrówki Ptaków, nie zakończył się uroczystymi przysięgami przed fetyszami, że w przyszłości rodzaj skrzydlaty i pieszy będą kroczyć ramię w ramię? No cóż, my ludzie nie mamy monopolu na krzywoprzysięstwa! Ludzie martwili się o los swoich dwu- i czteronożnych pomocników. Któż mógł wiedzieć, czy i ludzie nie zostaną wciągnięci w ten konflikt? Powód? Cóż. Ten był błahy, ale każdy z obozów uczynił z niego rację stanu.

Pewnego dnia Kogut i Małpa spotkali się przy wodopoju, który przed wiekami stał się przyczyną kłótni między Ptakami i Zwierzętami Czworonożnymi, i który przywłaszczył sobie (jako niezawisły arbiter, w imię zachowania pokoju i wspólnego dobra) człowiek. W obliczu brutalnej siły strony ustąpiły, ale nie zrezygnowały z korzystania ze źródła wody, które każda uważała za swoją własność. Zarówno więc Ptaki jak i Ssaki po kryjomu przychodziły tam gasić pragnienie. Zaskoczony Kogut zaczął udawać, że pełni straż dla swojego pana – człowieka, natomiast Małpa oświadczyła, że przyszła jedynie przejrzeć się w tafli wody, ponieważ potłukła swoje lusterko podczas kłótni z panią Koczkodanową. Nie wiadomo kto kłamał bardziej, ale Kogut i Małpa od pokoleń byli zaprzysięgłymi wrogami. Małpa, powołując się na swoje podobieństwo do człowieka, twierdziła, że jest panią Koguta, który, pyszniąc się swoją rolą strażnika, nie przyznał jej racji. Rzucił jej bezczelne spojrzenie, na co Małpa, podejmując wyzwanie, splunęła w bardzo pogardliwy sposób (a to Małpa!) Kogut, czując się obrażony, cmoknął obraźliwie. Małpa zadrapała go pazurem. Kogut ją kopnął. Małpa znowu go zadrapała i tak przeszli do rękoczynów. Na koniec Małpa miała podbite oko i wiele zadrapań, natomiast kogut zaliczył przymusową kąpiel i zostawił na ziemi kilka pór. Każde z nich poszło do swoich na skargę, naciągając nieco fakty.

Małpa twierdziła, że wychodząc rano w pole widziała Koguta kąpiącego się wodzie, do której zwykł przychodzić lew, aby ugasić pragnienie, a kiedy się zbliżyła, Kogut napadł ją bez ostrzeżenia. Wszyscy jakby zapomnieli o złośliwej naturze Małpy i zaczęli jej żałować, żądając jednocześnie zadośćuczynienia za zniewagę jaka spotkała czworonożnego obywatela. Rada, pod przewodnictwem Lwa, zdecydowała wnieść skargę do Orła, króla ptaków. Wydelegowano Hienę, uchodzącą za dobrego mówcę, sprawnego retora i zręcznego dyplomatę, zaznajomionego z zawiłościami językowymi i sądowymi. Cały lud poczuł się poruszony. Odezwały się wojenne tam-tamy, zwołując wszystkich, którzy byli na polu bądź w podróży. Zdyszany Kozioł z potem ściekającym po brodzie, przepasany skórzanym fartuchem, beczał przed swoją kuźnią. Strzały i włócznie świeciły już w słońcu, a pijani bojownicy wykonywali swój wojenny taniec.

Z kolei Kogut opowiadał, jak podczas spaceru zaskoczył Małpę u wodopoju, a ta uznała za świetny pomysł zmusić go do nurkowania. Przyszedł więc by przedłożyć swoją skargę swojemu królowi – Orłowi. Niektóre ptaki chciały zawołać człowieka, ale czy można by wówczas powiedzieć, że obywatele uskrzydlonego ludu są rzeczywiście wolni, skoro ponownie uciekną się do tak samolubnego sędziego jak człowiek? Lepiej było wysłać delegację do Lwa i zająć się sprawą bez pośredników. Wysłano więc Kruka. Kruka, który był najstarszym wrogiem Hieny. W konsekwencji sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że następnego dnia zdecydowano się stoczyć bitwę.

O świcie wojownicy stanęli naprzeciwko siebie, gotowi się ze sobą zmierzyć. Zwierzęta Czworonożne okazywały zniecierpliwienie. Słoń dla zabawy z głośnym śmiechem połamał wszystkie drzewa w okolicy. Nagle Ptaki poderwały się z ziemi, a Ssaki usłyszały dziwną pieśń – pieśń wojenną, której nigdy dotąd nie słyszały.

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

I ujrzały jak z chmury wyłania się i spada na nie malutki nektarnik. Oszołomione zwierzęta wpatrywały się w to dziwne zjawisko:

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

Ssaki przerażone, że tak mały ptaszek może dokonać tak wielkiej rzezi, wolały pertraktować z Orłem, który zażądał pierwszeństwa w dostępie do wszystkiego: od wody do picia, po owoce do jedzenia.

Od tego czasu to ptaki jako pierwsze smakują owoców i pierwsze przychodzą pić z każdego nowego źródła. Dlatego też podczas największych upałów, gdy słońce pali wszystko, a zwierzęta i ludzie szukają przed nim schronienia, Orzeł woła w locie: Séhoué, séhoué, co w języku ptaków oznacza: Oto król! Oto król!

  

Źródło: Bernard B. Dadié, "Légendes africanes", Abidjan 2003.

Tłumaczenie: o. Wojciech Kobyliński CMF