9. Jedzenie kotów
5 grudnia 2009 r.

W jakimś ogólnoświatowym plebiscycie na najbardziej obrzydliwą potrawę świata, pierwsze miejsce zajęły polskie flaki... Ponoć kaszanka i czernina także uplasowały się dość wysoko.

  

To, że również tutaj je się różne dziwne rzeczy, takie jak szczury, węże i jaszczurki, słyszałem nie raz. Niektóre z tych opowieści postanowiłem jednak sprawdzić. Zapytałem więc Gastona - naszego seminarzystę, który spędza tu rok pastoralny (zwyczajna procedura w tutejszych seminariach), czy to prawda, że je się tutaj koty. Odpowiedział, że tak. Zacząłem ciągnąć go nieco za język i zapytałem jak smakuje "kocina". Spodziewałem się przy tym jakieś wymijającej odpowiedzi, a ten odparował bez mrugnięcia okiem, że jest nawet lepsza od królika. Później pytałem o to jeszcze kilka osób i doszedłem do wniosku, że koty stanowią tu rodzaj miejskiej dziczyzny. Od tamtej pory przezornie nie pytam przed końcem posiłku, co akurat jemy, bo mimo wszystko moja psychika mogłaby tego nie wytrzymać i przez pół dnia chodziłbym głodny...

  

Niektórzy mogą się oburzać na to, co przed chwilą przeczytali, ale moim prywatnym zdaniem, w porównaniu z praktykowanym u nas topieniem kociąt, karmieniem ich pasztetową wymieszaną z drobno tłuczonym szkłem lub paleniem w piecu (to nie są przykłady zmyślone) ich jedzenie jest jakby bardziej... hmm... ludzkie.