85. Zrób to sam, czyli raj dla majsterkowiczów

12 października 2013 r.

Wspominałem już kiedyś o różnego rodzaju problemach z zaopatrzeniem, z jakimi się borykamy. Generalnie kraje Afryki służą za światowy śmietnik różnego rodzaju bubli, a rzeczy dobrej jakości są często nieprawdopodobnie drogie. Ale przecież potrzeba jest matką wynalazków, a taka misja na Wybrzeżu Kości Słoniowej to istny raj dla ludzi z inwencją twórczą. Co w takim razie tutaj robię, skoro do majsterkowania zawsze miałem dwie lewe ręce? Okazuje się, że niejednokrotnie okoliczności wymuszają określone zachowania i mimo wszystko potrafię poradzić sobie z domową elektryką, posłużyć się wiertarką, zmienić zamek w drzwiach czy koło w samochodzie. Daleko mi jednak do geniuszu moich współbraci. Poniżej kilka przykładów wiekopomnych rozwiązań technologicznych ich autorstwa.

  

  1. Mało kto wie, że nasz paschał w istocie w większej części wykonany jest z… rury kanalizacyjnej PCV. W nią wkładana jest świeca, odlewana zresztą na miejscu z ogryzków świeczek zapalanych przed obrazem Najświętszej Maryi Panny. Swego czasu mieliśmy co prawda prawdziwy paschał z pszczelego wosku, ale ten, już podczas Wigilii Paschalnej, zaczął się wyginać i ostatecznie całkowicie oklapł.
  2. Niepowtarzalny kształt chrzcielnicy w nowym kościele zawdzięczamy plastikowej miednicy. Możecie mi wierzyć, że kiedy ładnie się ją przystroi, wcale tego nie widać.
  3. Jako że każdego wieczoru nasza wspólnota odmawia jedną część różańca, pojawiła myśl, by przy tej okazji omadlać również intencje naszych parafian. Mogą oni je zapisać na kartkach i złożyć w skrzynce pod obrazem Maryi (tym samym, pod którym zapalają świeczki). Tylko skąd wziąć skrzynkę, gdy kasa świeci pustkami? Za „skrzynkę” służy więc oklejone kolorowym papierem pudełko po butach (dla usprawiedliwienie dodam, że znalezienie tego papieru wcale nie było łatwe, a pudełko przybyło razem z paczką z Polski).
  4. Ostatnio z o. Tomaszem Pawlikiem, który rozpoczął pracę w Soubré niespełna dwa miesiące temu, zabraliśmy się za budowę altany ogrodowej (to znaczy ja zająłem się zakupami i ogólnym nadzorem prac, a on resztą). Nawał innych obowiązków sprawia, że prace ciągle jeszcze trwają, ale już dziś można dostrzec jej główny zamysł architektoniczny.
  5. Jeśli na co dzień możemy cieszyć się tu bieżącą wodą w kranach, to tylko dzięki bratu Janowi Mężykowi – ekonomowi wspólnoty. Nasza misja może poszczycić się własną siecią wodociągową o łącznej długości co najmniej kilkuset metrów (nikt do tej pory tak naprawdę jej nie zmierzył!). Do tego dochodzą dwie wieże ciśnień, skomplikowany system zaworów, studni i pomp, a wszystko to funkcjonuje bez zarzutu nawet pod jego nieobecność (z wyjątkiem tych momentów, gdy ktoś urwie kran pod prysznicem lub przypadkiem przetnie szpadlem rurę, ale na podobne wypadki nie ma mocnych). Wszystko to sprawia, że w dużej mierze jesteśmy niezależni od miejskiej sieci wodociągowej, która jeśli już dostarcza wodę, to mniej więcej od godziny drugiej do czwartej w nocy.