79. Kościół pw. Św. Jana Marii Vianeya w Abidżanie cz. II: A to Afryka właśnie

30 marca 2013 r.

Wszystko jest tu wykonane w niepowtarzalnym stylu, zostało znakomicie zharmonizowane i posiada głęboką wymowę. Do tego budowla pomyślana jest tak, by wewnątrz zawsze panował łagodny przewiew. Dlaczego więc napisałem, że kościół ten jedynie mógłby być jednym z nielicznych XX-wiecznych świątyń, którymi można się zachwycać? Bo to dzieło niedokończone. Z różnych przyczyn bowiem, o których nie będę tu pisał, biali misjonarze opuścili parafię, którą następnie zajęli się czarni współbracia. Mają oni zupełnie inną wizję duszpasterstwa, nie wspominając już o zmyśle artystycznym. Wszystkie „udziwnienia” traktowane są tu ze sporą dozą nieufności, w myśl zasady, że lepsze jest wrogiem dobrego. No cóż, mają do tego prawo: są u siebie – my nie. Przejęcie przez nich parafii oznaczało zakończenie prac wykończeniowych i powolną dewastację świątyni...

  

W akwedukcie biegną dzisiaj kable elektryczne, uniemożliwiające puszczenie nim wody nawet podczas wielkich uroczystości. Podobny los spotkał mapę Ziemi świętej, wyschniętą do samego dna Morza Martwego. Galerię dla chóru zasłonięto czarną pleksią, tworząc w ten sposób dodatkową salkę parafialną. Sufit został ukończony jedynie nad prezbiterium – nad resztą kościoła dzieło wieńczy blacha falista. Obok kościoła stanęła niepodobna do niczego dwukondygnacyjna przybudówka, mająca powiększyć kościół, w efekcie czego przewiew został w dużej mierze zahamowany i w kościele zrobiło się zwyczajnie duszno. Tam-tamy zostawione na dachu przegniły. Grota nigdy nie została ukończona (brakuje fali, na której gwiazda miała się unosić), a przez chwilę groziło jej nawet zniszczenie.

Obecnie o. Andrzej Kobyliński CMF – pomysłodawca, a także główny wykonawca świątyni, jest w trakcie budowy innego kościoła, pw. Miłosierdzia Bożego w Bouaflé. Już dzisiaj widać, że to budowla niecodzienna. A kiedy skończy, nie omieszkam o niej napisać.