77. O autokarowej pielgrzymce grupy powołaniowej do Issia cz. II

2 marca 2013 r.

Teraz trochę o samym sanktuarium. Issia to miasto nieco mniejsze od Soubré, położone od niego sto kilometrów na północ. Sanktuarium założył w 1990 r. francuski misjonarz, o. Pageaut, nadając mu imię Najświętszej Maryi Panny Wyzwolicielki. Jej figura przedstawia Maryję z małym Jezusem o przebitym sercu na rękach. U jej stóp znajduje się człowiek, który z ufnością patrzy na Zbawiciela, a ten gestem ręki rozrywa łańcuchy, którymi jest spętany. Figura znajduje się w grocie, do której prowadzą długie schody. Sanktuarium jest bowiem niejako przyklejone do gigantycznej skały, która góruje nad miastem.

  

Oprócz tego można tu znaleźć wszystko to, co w każdym sanktuarium znaleźć się powinno. Poza grotą maryjną mamy więc przytulny kościółek przystrojony ikonami, Drogę Krzyżową w plenerze, a nawet źródełko, oczywiście cudowne, i dużo zieleni. W ciągu każdego roku mają tu miejsce trzy pielgrzymki gromadzące tysiące wiernych ze wszystkich stron kraju: w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, Zesłanie Ducha Świętego i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Najsłynniejsza jest ta pierwsza, podczas której podobno co roku wydarza się cud słońca, podobny do tego jaki miał miejsce w Fatimie podczas ostatniego z objawień. Nie byłem, nie widziałem, więc nie będę się na ten temat wypowiadał. Faktem jest natomiast, że jest to jedno z niewielu miejsc na Wybrzeżu, do których wracam z niekłamaną przyjemnością: wszędzie czysto, trawniki i kwietniki zadbane i dobrze utrzymane – tutaj to prawdziwy cud.

  

Po przybyciu na miejsce i rozdzieleniu obowiązków (czytań na mszę, stacji Drogi Krzyżowej itp.) najpierw było trochę czasu wolnego na prywatne zwiedzanie sanktuarium. Kto chciał, mógł się również w tym czasie wyspowiadać. Przed mszą św. spotkaliśmy grupę z Grand Zattry, która przyjechała z o. Aleksandrem na nasze zaproszenie. Poprosiłem go przewodniczenie mszy św., a że jak już wspomniałem, konferencję miał mówić nasz stażysta, tego dnia wykpiłem się krótką homilią (niech żyje wygodnictwo!).

Mszę odprawiliśmy o dziesiątej w niewielkiej kaplicy św. Józefa, gdzie miała miejsce również konferencja. W samo południe razem ze Wspólnotą Błogosławieństw odmówiliśmy przy grocie różaniec i rozpoczęliśmy Drogę Krzyżową. Później nastąpił dla wielu najważniejszy punkt programu, czyli posiłek. Panowie rozsiedli się więc wygodnie na krzesłach, całą robotę zostawiając dziewczynom (tak to już tutaj wygląda), czym mnie lekko wkurzyli i mieli przynajmniej po całej imprezie posprzątać.

  

W drodze powrotnej złożyliśmy jeszcze wizytę w domu nowicjackim Sióstr NMP Kalwaryjskiej i moim prywatnym zdaniem była to najbardziej udana część programu, bo żadna konferencja nie zastąpi dotknięcia jakiejś rzeczywistości. Po słodkim poczęstunku i spotkaniu z Mistrzynią Nowicjatu i nowicjuszkami w stylu „Sto pytań do…”, zostaliśmy oprowadzeni po domu. Ja szczególnie zadowolony byłem z wizyty w przydomowej wytwórni hostii (zwiedzał ktoś z was kiedyś coś podobnego?). Na koniec zrobiliśmy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie i ponownie zapakowaliśmy się do busa.

  

Droga powrotna, poza kilkoma interwencjami policji i żandarmerii domagających się łapówek, odbyła się bez nieprzyjemnych przygód. Nikt już nie śpiewał, co poczytałem za niechybny znak tego, że pielgrzymka się udała: nawet jeśli nie z rozmodlenia, to przynajmniej ze zmęczenia, jej uczestnicy nieco się wyciszyli. Zmówiliśmy jeszcze wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego i przed 18:00 byliśmy z powrotem w domu. Za rok może wybierzemy się do Jamusukro?