76.O autokarowej pielgrzymce grupy powołaniowej do Issia cz. I

16 lutego 2013 r.

Dzisiaj postanowiłem załatwić trzy tematy za jednym zamachem, ale wyszło stanowczo za długo, więc podzieliłem depeszę na dwie części... Nie wiem, czy widzicie w tym jakiś sens, ale mniejsza o to... W każdym razie o grupie powołaniowej zamierzałem napisać już dawno (to jeden z tych tematów ciągle odkładanych na później), podobnie o Sanktuarium Maryjnym w Issia, ale jakoś się nie składało, a każdy temat traktowany z osobna jakoś się nie kleił. W końcu trafiła się autokarowa pielgrzymka grupy powołaniowej do Issia i o tym jest niniejsza depesza.

Decyzją biskupów Wybrzeża Kości Słoniowej grupa zrzeszająca młodzież i zastanawiającą się poważnie nad swoim powołaniem powinna istnieć przy każdej parafii i dwuletnie uczestnictwo w jej spotkaniach jest jednym z warunków przyjęcia do seminarium. W jej spotkaniach biorą udział zarówno chłopcy jak i dziewczyny szukające swojej życiowej drogi. Nie sposób zresztą mówić o powołaniu kapłańskim czy zakonnym bez wspominania o małżeństwie. Dodatkowo, raz w miesiącu, odbywają się również spotkania dla kandydatów do Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów, a Siostry ze Zgromadzenia NMP Kalwaryjskiej, które mieszkają z nami po sąsiedzku, osobno prowadzą formację dla swoich aspirantek, ale to nie należy już do tematu niniejszej depeszy. Spotkania grupy powołaniowej odbywają się raz na dwa tygodnie w niedzielne popołudnie. W ciągu roku mamy kilka konferencji, ale (przyznaję, że również z racji wrodzonego lenistwa w ich przygotowywaniu) wychodzę z założenia, że lepiej coś zrobić lub przeżyć, niż tylko o tym słuchać. Słowa najczęściej niczego nie zmieniają. Kiedy więc jest okazja, zapraszam jakiś gości (kleryków, księży, siostry, mieliśmy nawet spotkanie z parą narzeczonych z Polski, którzy przyjechali tu zbierać materiały do książki, ale o tym innym razem), organizujemy dzień pracy na parafii, trzy spotkania w roku są poświęcone odwiedzeniu rodzin i domów członków grupy, a przez dwa lata byliśmy gospodarzami Dekanalnych Spotkań Grup Powołaniowych. W tym roku postanowiliśmy zorganizować autokarową pielgrzymkę do sanktuarium NMP Wyzwolicielki w Issia.

  

Młodzież to taka dziwna część ludzkości, która ma wiele pomysłów i dużo by chciała, ale zazwyczaj nie ma na to środków. Tacy powiedzmy zapaleni myśliwi bez nabojów. Tutaj, gdzie mimo bogactw naturalnych kraju wiele rodzin żyje na skraju totalnej nędzy, a dzieci spowiadają się z kradzieży cukru do chleba albo mięsa z sosu taty, problem ten jest jeszcze bardziej widoczny. Nasza grupa powołaniowa co roku próbuje więc zarobić jakieś pieniądze na realizację swoich celów (uważam, że wychowanie do pracy jest elementem formacyjnym). W planach mamy posadzenie na misji manioku, ale najczęściej jest to akcja sprzedaży świec. Rzecz jasna nie mogą to być zwykłe świece. A jakie? – ktoś zapyta. Cytując klasyka, odpowiem: n i e z w y k ł e. No, w każdym razie z jakimiś dodatkami: tekstem z Pisma Świętego, kolorowym obrazkiem albo odblaskową naklejką (naklejki i papier samoprzylepny przywiozłem z Polski). Aby świece te przygotować trzeba najpierw wybrać teksty, powycinać je, poprzyklejać to, co tam akurat jest do przyklejenia, a trwa to spotkanie lub dwa i nie ukrywam, że jest mi to baaardzo na rękę... A święci się je, jak chce stara chrześcijańska tradycja, drugiego lutego, w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, zwanej również w Polsce świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Później członkowie grupy sami muszą się zorganizować by to wszystko sprzedać, a zazwyczaj nie udaje się to im tylko po niedzielnych Mszach świętych i muszą kombinować. Zarobione pieniądze są do tego opodatkowane (od trzech lat grupa regularne płaci składki na budowę kościoła – 12.000 franków rocznie, czyli jakieś 75 zł, jako wyraz swojego poczucia odpowiedzialności za parafię), ale większość z nich przeznaczona jest na jakiś z góry upatrzony cel. W tym roku była to wspomniana już pielgrzymka do Issia. Pielgrzymka historyczna, bo pierwsza organizowana przeze mnie! Oczywiście grupa musiała pokryć również koszty przejazdu moje i naszego stażysty – Narcyza, którego poprosiłem o przygotowanie konferencji (jak ja lubię wysługiwać się innymi).

  

Członkowie grupy sprzedali prawie wszystkie świece, choć z drugiej strony nie było ich zbyt wiele (pieniędzy, które zostały z zeszłego roku wystarczyło na zakup ledwie stu). Dodatkowo zaprosiliśmy do uczestnictwa w pielgrzymce członków grupy z sąsiedniej parafii (ci płacili za przejazd z własnych kieszeni), a także poinformowaliśmy inne grupy, by jeśli zechcą, dołączyli się do nas w Issia, ale już z własnym transportem. Na koniec zagroziłem jeszcze, że jeśli ktoś nie ureguluje rocznej składki (1.000 franków, czyli jakieś 6 zł), nigdzie nie pojedzie i po raz pierwszy ściągalność wyniosła 100%, choć niektórzy płacili jeszcze tuż przed wyjazdem.

W przeddzień pielgrzymki, a więc w Środę Popielcową, dziewczyny przygotowały u Sióstr jedzenie (ja byłem za kanapkami, ale zostałem przegłosowany i nie obyło się bez kilku garnków z sosem, makaronem i innych tego typu rzeczy, które trzeba było ze sobą zabrać). I tak, w czwartek rano, z jedynie czterdziesto-minutowym opóźnieniem, dwadzieścia trzy osoby wpakowało się do dwudziestoosobowego (po przeróbkach) busa i ruszyliśmy w drogę. Trzeba było jeszcze tylko kupić chleb (a że kobieta, u której go zamawialiśmy nie przyszła tego dnia do pracy, czekaliśmy na niego jakieś dwadzieścia min.) i zatankować (na pierwszej stacji benzyny akurat nie było, a do drugiej trzeba było się cofnąć i zaliczyliśmy kolejne opóźnienie). Z Soubré zamiast o 6:30 wyjeżdżaliśmy zatem o 7:45 i po raz nie wiem już który udało nam się udowodnić, że Afrykański kwadrans trwa godzinę i piętnaście minut (cholera, jak oni to robią?...Eee... Robimy?...) C.D.N.