74. Po świętach o świętach i budowie

5 stycznia 2013 r.

Tegoroczny Adwent upłynął na naszej misji pod znakiem przyspieszonych robót przy budowie kościoła parafialnego, a konkretnie jego zadaszania i urządzania prezbiterium gdyż proboszcz, o. Zbigniew Łaś CMF, koniecznie chciał odprawiać w nim mszę pasterską. Rzutem na taśmę, ale się udało. Po świętach wróciliśmy oczywiście z celebracjami do kaplicy, bo póki co, nowa świątynia straszy gołym betonem i klepiskiem zamiast posadzki, ale i tak podczas świąt wszyscy parafianie byli pod dużym wrażeniem. Są zresztą przy tej budowie niezwykle, jak na tutejsze warunki, ofiarni. Dość powiedzieć, że fundamenty i ściany zostały wzniesione wyłącznie z ich składek. Dach został sfinansowany z pieniędzy zebranych podczas naszych wakacyjnych kazań misyjnych, a sporo z nich jeszcze zostało na prace wykończeniowe.

 

  

Niech mi będzie dane w tym miejscu podziękować wszystkim ofiarodawcom – zarówno tym, z którymi spotkałem się podczas głoszenia kazań misyjnych, jak i tym, który dokonali wpłaty na konto naszej misji lub przekazali pieniądze bezpośrednio. Prace przy nowym kościele trwają już od trzech lat, jednak z uwagi na różnego rodzaju przeszkody (stan wojenny, trzy ataki rabunkowe na misję, problemy z zaopatrzeniem) wszystko trwa dłużej niż zakładaliśmy. Z jednej strony buduje się tu łatwiej niż w Polsce (jest wymagane o wiele mniej pozwoleń i papierkowej roboty), z drugiej – trudniej (jakość i dostępność materiałów, brak wykwalifikowanych robotników, korupcja…). Ceny za to są porównywalne z Polskimi (jedne rzeczy są tańsze, inne droższe, bo z importu), ale staramy się jak najlepiej możemy dobrze wykorzystać pozyskane środki. Stan na dzień dzisiejszy można zobaczyć na zdjęciach.

  

Wracając do świąt: w tym roku były w miarę spokojnie, o ile w ogóle mogą takie być w parafii. Ich obchody zaczęliśmy już o godz. 16:00, tradycyjnym Bożym Narodzeniem dla dzieci zorganizowanym przez ruchy dzieci i młodzieży zrzeszone w Komitecie Młodych (o którym szerzej kiedy indziej) i Parafialną Komisję do Spraw Dzieci. Były śpiewy, tańce, skecze, a nawet konkurs biblijny i lody (czyli plastikowe woreczki z zamrożonym sokiem owocowym). Nic wielkiego, ale dzieci były wniebowzięte. Normalnie nikt się nimi aż tak nie przejmuje. Punktualnie (co rzadkie, ale i na tym polu cuda się zdarzają) o 17:45 zaczęliśmy mszę św. Udało mi się uprosić, żeby kazanie wygłosił br. Jan Mężyk CMF – nasz ekonom, który nie ma ostatnio zbyt wielu okazji do popisywania się swoim talentem oratorskim, a że potrafi wciągnąć słuchaczy w żywy dialog, zawsze słucha się go z zaciekawieniem. Gdzieś w okolicach 18:30 zaświeciła pierwsza gwiazdka, a zaraz później noc zapadła ciemna (długie zimowe wieczory tutaj nie istnieją), więc w okolicach 19:00 rozpoczęliśmy naszą wspólnotową Wieczerzę Wigilijną (zwyczaj tutaj zupełnie nieznany). Do dwunastu dań trochę brakowało, ale i tak był barszcz czerwony (z torebki) z uszkami, bigos, ryba i jakieś przystawki. O godz. 20:00 chóry parafialne (a jest ich chyba z pięć) rozpoczęły kolędowanie i ludzie powoli zaczęli się schodzić. Mimo pokaźnych rozmiarów nowego kościoła i tak wszystkim nie udało się wejść do środka. O 22:00 proboszcz rozpoczął Mszę Pasterską, a po niej, w okolicach północy, spotkaliśmy się z mieszkającymi po sąsiedzku siostrami ze Zgromadzenia NMP Kalwaryjskiej, by francuskim zwyczajem wspólnie wypić kieliszek wina musującego i zjeść kawałek świątecznego ciasta. Rano czekał mnie jeszcze wyjazd do jednej z naszych wiosek, a wieczorem nasi wierni spotkali się w swoich dzielnicach (o Wspólnotach Kościoła Podstawowego też opowiem kiedy indziej), by jeszcze wspólnie poświętować.

 

Po wszystkich obchodach z bratem Janem wybraliśmy się na dwa dni do San Pedro – stolicy diecezji. Co prawda nie był to wyjazd wyłącznie rekreacyjny, ale nie zabrakło czasu na kąpiel w oceanie i sjestę na plaży, co mnie osobiście w grudniu cieszy jak mało kiedy.