70. Cztery pory roku

10 listopada 2012 r.

W Polsce środek listopada, a więc najbardziej przygnębiająca pora roku: ciemno, zimno i mokro – aż mi ciarki przechodzą po plecach, na samo tego wspomnienie. Tutaj na szczęście lato trwa 12 miesięcy. Czasem jest suche, czasem przekropne, ale zawsze mniej lub bardziej upalne.

Nie przeczy to wcale występowaniu pór roku. W dodatku podobnie jak w Europie mamy ich cztery, z tym że trochę inne, bo wyznaczane nie przez temperatury, a deszcz. Temperatura jest tu raczej stała (w dzień prawie zawsze powyżej 30°C i rzadko zbliża się do 40°C), a zmiany dotyczą raczej wilgotności powietrza. Mamy zatem dwie pory deszczowe: dużą – trwającą od marca do lipca, i małą – od końca września do połowy listopada, oraz dwie pory suche: dużą – od połowa listopada do początku marca (w tym czasie może występować harmatan) i małą – przypadającą na sierpień i wrzesień, która to jest najprzyjemniejszą porą roku (jeśli więc ktoś będzie się kiedyś wybierał w te strony, polecam właśnie te dwa miesiące).

  

Pora sucha nie znaczy wcale, że w tym czasie jest naprawdę sucho. Mówimy o tropiku: rzadko zdarza się tu tydzień zupełnie pozbawiony deszczu. Zdarzają się za to suche burze – niebo jest zachmurzone, wieje wiatr i wokół walą pioruny, ale nie spada ani jedna kropla deszczu. Duża pora sucha to również okres, w którym większość drzew liściastych gubi liście, które oczywiście zaraz odrastają, ale przez chwilę przypomina to bardzo ciepły polski październik.

  

W porze deszczowej za to pada w zasadzie codziennie, z reguły po południu, przez jakąś godzinę lub dwie. A kiedy pada tropikalny deszcz człowiek ma wrażenie, że w powietrzu nie ma dość powietrza by oddychać i brodzi po kostki w wodzie. Kiedy nie pada, świeci słońce i robi się wtedy naprawdę parno, tak że pot spływa po… – no, powiedzmy, że nie tylko po plecach. Pranie schnie przy tym trzy dni, a potem i tak zaczyna pleśnieć w szafie i co jakiś czas trzeba je przeprać i przewietrzyć.