68. Odpust parafialny

13 października 2012 r.

W niedzielę 7 października, w święto wspomnienia NMP Różańcowej, nasza wspólnota parafialna po raz pierwszy w ponad dziesięcioletniej historii swojego istnienia w sposób uroczysty świętowała odpust. Dlaczego dopiero teraz? Różnego rodzaju chrześcijańskie tradycje, nawet te ze starożytnym rodowodem, trzeba tu wprowadzać powoli, aby miały czas się ukorzenić. Nie wszystko naraz. Za to oprawa święta parafii wreszcie była taka, jaka być powinna.

 

Najpierw, podczas mszy św. w niedzielę poprzedzającą odpust, zamiast homilii miała miejsce nauka o istocie i możliwości otrzymania w tym dniu odpustu zupełnego. W czwartek zaczęliśmy triduum modlitewne ku czci naszej patronki. Każdego dnia była też okazja do spowiedzi, co wcale nie jest tutaj regułą. Wreszcie nadszedł wyczekiwany dzień parafialnego święta. Jak rankiem w każdą niedzielę, odprawione zostały msze św. o 7:00 i 9:00 (na późniejsze prawie nikt i tak by nie przyszedł, dlatego są tylko dwie; swego czasu eksperymentowaliśmy jeszcze z mszą św. o godz. 18:00, ale nic z tego nie wyszło), podczas których uroczyście został otwarty w naszej parafii rok pastoralny. Punktualnie o 12:00 zaplanowany był wspólny posiłek zorganizowany przez Legiony Maryjne (dołączyć mógł się każdy pod warunkiem przyniesienia jakiegoś dania, więc skończyło się na osobach najbardziej zaangażowanych w życie parafialne). Według niepisanej tradycji jego rozpoczęcie opóźniło się o afrykański kwadrans, czyli godzinę i piętnaście minut (nie żartuję - można by według tego niemal ustawiać zegarki).

  

Z kolei wieczorem, po wspólnym różańcu w intencji powołań kapłańskich i zakonnych, miała miejsce projekcja filmu fabularnego o historii objawień w Fatimie. Był wyświetlany na dużym ekranie, jak w prawdziwym kinie (nowy projektor przywiozłem po wakacjach z Polski), a głośne reakcje widzów, jak śmiech czy pomruki zadowolenia, oburzenia i dezaprobaty, do dzisiaj brzmią w moich uszach. Murzyni nie potrafią bowiem oglądać filmu w ciszy, ale wszystko, co dzieje się na ekranie natychmiast musi być skomentowane, choćby groźnym pomrukiem. Nie przeszkadza to jednak w obiorze filmu, tak jak to ma miejsce gdy ktoś gada podczas seansu. Wręcz przeciwnie – dodaje mu to niepowtarzalnego uroku. Tylko straganów zabrakło. Ale za rok postaramy się również i o nie.