57. Spotkania polskich misjonarzy

7 stycznia 2012 r.

Każdego roku w okresie bożonarodzeniowym ma miejsce spotkanie polskich misjonarzy pracujących na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Owa tradycja liczy sobie już 22 lata, sięgając początków misji klaretyńskich w tym kraju. Zapoczątkował je arcybiskup Jerzy Bolonek, pełniący tu wówczas funkcję nuncjusza apostolskiego.

Nie są to oczywiście spotkania robocze. Radość, której podczas ich trwania nigdy nie brakuje, ostatnimi czasy dość mocno wymieszana jest z nostalgią za starymi, dobrymi czasami. Każde spotkanie organizowane jest gdzie indziej, co pozwala poznać również inne miejsca posługi oraz warunki pracy rodaków. Tegoroczne odbywało się u naszych współbraci w Bouaflé. Spośród dziesięciu obecnych misjonarzy (kilku nie mogło bądź nie chciało przyjechać, tłumacząc się licznymi obowiązkami duszpasterskimi), czwórka z nich uczestniczyła również w tym pierwszym, w roku 1990. Wśród nich był również mój stryj - o. Andrzej. Polscy misjonarze to oczywiście nie tylko klaretyni, ale również pallotyni, franciszkanie i księża diecezjalni (czyli tzw. fideidoniści).

  

Niemal każdego roku kogoś z naszego grona ubywa - po wypełnieniu misji wraca wtedy do kraju i zastępowany jest już przez miejscowych księży. Nie inaczej sprawa ma się z misjonarzami innych narodowości i nie ma w tym procesie nic niezwykłego. Taka jest kolej rzeczy i jeden z celów naszej misji. Przez ponad 100 lat ewangelizacji czarnej części Afryki udało się zaszczepić chrześcijaństwo w sercach tych ludów, nawet jeśli wyznawcy Chrystusa znajdują się tu w znacznej mniejszości w stosunku do zalewu mahometan. Dalsze losy chrześcijaństwa, jego wzrost i rozwój będą jednak spoczywały już na barkach tubylców. Problemy, z którymi będą musieli się zmierzyć są liczne i różnorodne. Do wielu rzeczy będą musieli dotrzeć i nauczyć się sami. Uczciwie jednak należy przyznać, że nasza obecność tutaj na dłuższa metę mija się z celem. Lokalny Kościół musi w końcu zacząć myśleć samodzielnie. Prawdopodobnie mam szczęście być jednym z ostatnich białych misjonarzy, którzy tu przyjechali. Oto powoli, acz nieuchronnie kończy się pewna epoka. Epoka wspaniała i chwalebna, stanowiąca świetlaną kartę w historii Kościoła powszechnego.