56. Wspólnota stołu - nie tylko wigilia

24 grudnia 2011 r.

Życie we wspólnocie to nie tylko wspólna modlitwa i praca, ale również wspólne spędzanie świąt oraz wolnego czasu (w naszym zawodzie te dwie rzeczy niestety rzadko idą w parze). Kiedy przez okrągły rok mamy do czynienia z tymi samymi gębami i na dodatek samej płci, nie jest to wcale takie proste. Istnieją wspólnoty, których członkowie tylko czekają, by wspólny posiłek wreszcie się skończył i można było skryć się w zaciszu swojej celi zakonnej. W przypadku pracy misyjnej to bardzo nieszczęśliwy pomysł, kończący się niejednokrotnie popadnięciem w alkoholizm czy szukaniem „przygód” poza wspólnotą. Dbając zatem o nasze relacje i atmosferę panującą w domu, postanowiliśmy sprowadzić z Bouaflé stół... bilardowy.

 

Już słyszę głosy oburzenia, że z definicji ubodzy zakonnicy, na dodatek w warunkach misyjnych, pozwalają sobie na zakup podobnego mebla - nieodłącznego elementu wystroju wnętrza każdego porządnego baru. Nic bardziej mylnego, więc poczekajcie chwilę ze świętym oburzeniem. Mebel ten wcale nie został bowiem kupiony, a niemal w całości stanowi wytwór myśli technicznej i pracy rąk brata Jana – ekonoma naszej wspólnoty. Jedynie obicia blatu i otworów wlotowych są oryginalne (te zrobione ze starej opony nie zdały egzaminu). Reszta to genialne połączenie desek, sklejki, śrub, zielonego sukna i... rur kanalizacyjnych.

  

Stół przez ponad dziesięć lat stał nieużywany w Bouaflé (poprzednim miejscu posługi brata Jana) - najpierw w kącie salonu, a następnie w garażu, powoli niszczejąc. By uchronić zakonne dobra od niechybnego unicestwienia, przetransportowaliśmy go więc do Soubré i odnowiliśmy. Mimo rzetelnego wypoziomowania okazał się co prawda nieco krzywy, bo wilgoć na przemian z wiejącym harmatanem nieco wypaczyły podwójną sklejkę służącą za blat, ale już po kilku dniach znajomość jego anatomii stała się nieodłącznym elementem gry, a wręcz jej uatrakcyjnieniem. W zasadzie nie ma posiłku, który nie kończyłby się partyjką lub dwiema. W planach mamy również otworzenie sekcji szachowej, a jeśli szczęście dopisze i dokooptują nam czwartego do wspólnoty, może do planu tygodnia dorzucimy jeszcze wieczorek brydżowy?

Na koniec chciałbym życzyć wszystkim pokoju serca od Nowonarodzonego oraz twórczego spędzania wolnego czasu w nadchodzącym Roku Pańskim 2012. Oby było go jak najwięcej.