53. Afrykańska magia
53. Afrykańskie "Opowieści z Krypty",
część I: Afrykańska magia
12 listopada 2011 r.

Kto nie wierzy w cuda, nie jest realistą.

Dawid Ben Gurion

Listopad to miesiąc, w którym w sposób szczególny pamiętamy o bliskich nam zmarłych. Jest to jednak również sezon historii o duchach, demonach i upiorach. Nawet odżegnując się od pogańskich tradycji świętowania Halloween uczciwie należy przyznać, że przygnębiająca jesienna aura za oknem z pewnością sprzyja podobnym opowieściom. Postanowiłem zatem zagłębić się nieco w świat miejscowej demonologii i afrykańskiej magii. Nie żeby jesienna aura zbytnio mi dokuczała, ale jakoś zawsze ciągnęło mnie do opowieści z dreszczykiem.

W kulturach afrykańskich świat nadprzyrodzony nie jest wcale mniej realny od tego namacalnego za pomocą zmysłów. Ludzie żyją wprost zanurzeni w świecie duchów, który z reguły jest groźny, niebezpieczny, a nierzadko wprost przerażający. Istnieje też cały szereg rodzajów ludzi parających się kontaktami z mocami nadprzyrodzonymi.

Najgorsi są sorciers, czyli po prostu czarownicy, którzy należą do najbardziej złośliwych na świecie. Problem z nimi polega na tym, że nie potrafią wyczarować nic dobrego. Potrafią za to sprowadzać nieszczęścia, takie jak: choroba, śmierć, a nawet niemoc seksualna (dla miejscowych macho to los gorszy od śmierci, dlatego wymieniłem ją na końcu). Czarownikiem staje się człowiek na skutek dziedziczenia lub wprowadzenia poprzez specjalne ryty inicjacji. W tym drugim przypadku zazwyczaj wymagana jest ofiara z człowieka. Słyszałem kiedyś historię pewnego antropologa, który zgłębiał tajniki zjawisk nadprzyrodzonych. Do pewnego momentu czarownik wszystko chętnie mu tłumaczył i pokazywał. W końcu jednak stwierdził, że aby pójść dalej, musi złożyć ofiarę z białej kury. Antropolog stwierdził, że nie ma problemu - zaraz pójdzie i jedną kupi. Na to czarownik zaczął się śmiać i wyjaśnił, że "kura" oznacza dziewczynę, zaś kolor biały jej niewinność. Antropolog nigdy już do niego nie wrócił...

Marabu to rodzaj czarowników wyrosłych na łonie islamu, a w ich praktykach magicznych dużą rolę odgrywają wersety Koranu. Nas, chrześcijan, nie powinno to zbytnio dziwić, biorąc pod uwagę wyrosłą na gruncie chrześcijaństwa gnozę czy wpływ jaki miało ono na powstanie kultów voodoo w basenie Morza Karaibskiego. Marabu są również znawcami leczniczych ziół.

Fetyszer - to człowiek zajmujący się głównie wyrobem gri-gri, czyli amuletów ochronnych czy też wzmacniających niektóre posiadane cechy (np. odwagę, siłę, spostrzegawczość, potencję). Każdy z nich przygotowuje się dla konkretnej osoby. Istnieją nawet specjalne sklepy dla fetyszerów, gdzie można kupić materiały do ich wyrobu. Do fetyszerów można zaliczyć również różnego rodzaju uzdrowicieli, którzy łączą medycynę naturalną z praktykami magicznymi. Należy dodać, że korzystanie z nich (praktyk magicznych, nie medycyny naturalnej) stanowi poważne wykroczenie przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu. Dość często ktoś przynosi też do kościoła różnego rodzaju "ozdoby", chcąc się ich w ten sposób pozbyć.

Widzący (voyant) - to osoba obdarzona jakimś niezwykłym darem, powiedzielibyśmy szóstym zmysłem lub szczególnym charyzmatem, który dziedziczą lub zostają nim przez kogoś obdarowani. Spotkałem wiele osób pozujących na widzących i chcących w ten sposób ściągnąć na siebie uwagę innych. Trafiają się jednak osoby, które rzeczywiście posiadają jakieś nadnaturalne zdolności. Osobiście znam osobę, która z dużym prawdopodobieństwem potrafi przepowiedzieć czyjąś śmierć. Z tym akurat darem zbytnio się jednak nie obnosi, bojąc się zostać posądzoną o uprawianie czarownictwa.