50. Abidżan
1 października 2011 r.

Pisząc depeszę o Soubré stwierdziłem, że jest to jedno z bliźniaczo podobnych do siebie miast Afryki. I to prawda. Jak w przypadku każdej reguły, i tutaj istnieją jednak pewne wyjątki, przynajmniej formalne. Jednym z nich jest Abidżan (Abidjan) – ekonomiczna i jak dotąd faktyczna stolica państwa (o stolicy politycznej, Jamussukro, napiszę nieco więcej innym razem). Przynajmniej w ogólnych założeniach, Abidżan najbardziej ze znanych mi miast afrykańskich przypomina te europejskie.

  

Żeby znaleźć jakąś skalę porównawczą powiedzmy tylko, że jest on prawdopodobnie pod każdym względem większy od Warszawy, a do końca lat 90. był również od niej nowocześniejszy. Niemal całe życie gospodarcze państwa skupia się właśnie tutaj. Jest więc dzielnica wielkich biurowców oraz luksusowych hoteli, olbrzymi port i międzynarodowe lotnisko, dzielnice willowe, wielkomiejskie blokowiska i slumsy. Przyznajcie sami, że - może poza slumsami - nie bardzo pasuje to do stereotypowego obrazu Afryki.

  

Niestety podczas niedawnej wojny domowej główne walki i polityczne przepychanki skoncentrowały się właśnie tutaj. Zresztą przez ostatnie dziesięć lat miasto powoli, acz nieuchronnie zaczęło popadać w ruinę. Nie zbudowano tu żadnych nowych budynków, mostów czy dróg. Remontów zresztą też się już nie przeprowadza, w myśl niepisanej zasady: „przewróciło się, niech leży”.

  

Ciągle za to napływają kolejne tabuny ludzi, szukających tu lepszego życia. Jeśli popytać młodzież, przynajmniej połowa marzy, żeby wyjechać - jeśli nie do Europy, to przynajmniej do Abidżanu. Efekt końcowy jest taki, że i tutaj zaczyna dominować bylejakość, prowizoryczność, brzydota i góry walających się śmieci. Niestety nie wystarczy postawić kilku biurowców, by zmienić ludzką mentalność...