49. Afrykańscy wiedźmini

17 września 2011 r.

Nie wiem z jakich źródeł korzystał pan Andrzej Sapkowski tworząc postać słynnego wiedźmina Geralda, ale kiedy po raz pierwszy usłyszałem o dozo, opowieści o nich brzmiały jakby znajomo. W miejscowym dialekcie mianem tym określa się specjalną kastę myśliwych z północy. Od wczesnej młodości ćwiczą się oni w najdzikszych zakątkach kraju w podchodzeniu zwierzyny i tradycyjnej sztuce zabijania. Podczas objętego tajemnicą treningu i kończącej go inicjacji, piją specjalnie przygotowane magiczne mikstury i eliksiry, które mają za zadanie wyostrzyć ich zmysły, wzmocnić organizm, zwiększyć szybkość oraz wytrzymałość na ból itd. Noszą też przy sobie specjalnie sporządzone dla nich amulety, czyli gri-gri, które sprawiają m.in., że żadna kula wystrzelona z karabinu czy pistoletu się ich nie ima. Słyszałem kiedyś historię o pewnym dozo, który trochę za dużo wypił ze swoim przyjacielem - policjantem, który nie chciał wierzyć w skuteczność tych „wiedźmińskich” talizmanów. Dozo postanowił udowodnić to w praktyce, więc zaproponował zakład o skrzynkę piwa. Stanął pod ścianą, a policjant pociągnął po nim serią z kałasznikowa. Niestety coś poszło nie tak i dozonie przeżył tego eksperymentu. Niektórzy mówią, że to dlatego, że nie był na czczo. A może fetyszer niedbale przygotował talizmany? Może też chwilowo zabrakło mu wiary, bo ta, jak powszechnie wiadomo, potrafi czynić cuda. Jaka nie byłaby prawda, policjant odsiaduje wyrok za zabójstwo... Kiedy jednak z klatki Abidżańskiego ZOO uciekł lew, nie dzwoniono po Gwardię Narodową, ale znaleziono dozo, który zaczaił się na dziką bestię i w krótkim czasie położył ją trupem.

  

Dozo są powszechnie szanowani i zatrudniani np. jako strażnicy albo ochroniarze. Także na naszej parafii w Bouaflé po kradzieży pod koniec sierpnia, współbracia zatrudnili dwóch takich w roli nocnych stróżów za jedyne 65 000 CFA, czyli mniej więcej 100 euro miesięcznie, co wydaje się całkiem rozsądną sumą. Stąd też pochodzą zdjęcia wykonane przez o. Tomasza Pawlika CMF. Mi jak dotychczas nie udało się uwiecznić ich na fotografii, choć natknąć się na nich można dość często.