44. Zapiski z czasu wojny

29 marca - 14 kwietnia 2011 r.
Zapiska I
29 marca 2011 r.

Kolejna depesza miała traktować o czymś zupełnie innym, ale okoliczności zmusiły mnie do zmiany planów. Po czterech miesiącach od wyborów prezydenckich uznany na arenie międzynarodowej prezydent-elekt Wybrzeża Kości Słoniowej Alassan Ouattara doszedł bowiem do wniosku, że od strony dyplomatycznej wykorzystał już wszystkie dostępne środki, a wielkie mocarstwa tego świata, poza gospodarczą blokadą kraju, licznymi rezolucjami, petycjami i produkcją innego rodzaju makulatury, nie zamierzają nawet kiwnąć palcem. Wybrzeże jest na to za ubogie w surowce naturalne. Co innego np. Libia, która na interwencję zbrojną Francji i Stanów Zjednoczonych nie musiała długo czekać. Po wygranej wojnie kraje te oczywiście odbiją sobie z nawiązką poniesione koszta poprzez liczne koncerny paliwowe prowadzące rabunkową eksploatację złóż. Ktoś kiedyś obliczył, że za każdego dolara otrzymanej pomocy państwa afrykańskie muszą zwrócić ich pięć - w postaci surowców naturalnych. Tego, że zwyczajni ludzie, dosłownie śpiący na złożach ropy, złota czy diamentów nie mają z tego nic, dodawać chyba nie trzeba... Ale ja nie o tym.

Otóż rzeczony Alassan Ouattara zebrał w końcu swoje wojska i ruszył na południe. Obecnie urzędujący prezydent, Laurent Gbagbo, zareagował oczywiście nawoływaniem do złożenia broni przez „rebeliantów” i do dialogu, czyli słynnym już: „usiądźmy i porozmawiajmy”, na które jednak nikt już chyba nie da się nabrać. Jego adwersarz odpowiedział, że jeśli ktoś powinien złożyć broń, to właśnie on, a czas dialogu właśnie się skończył. Poza tym kazał nazywać swoich żołnierzy „Wojskami Republikańskimi”, a nie rebeliantami.

Dodać należy, że w Abidżanie codziennie giną cywile (od wyborów wojna pochłonęła już 400 ofiar), wobec których używa się nawet broni ciężkiej (np. moździerzy). W niektórych dzielnicach panuje głód, wprowadzono godzinę policyjną, nie działają szkoły itd.


Zapiska II
30 marca 2011 r.

A jak to wygląda od naszej strony? Soubré jest o wiele spokojniejsze od Abidżanu, a do niedawna cieszyliśmy się niemal całkowitym pokojem. Jednak na wieść o tym, że wojska Ouattary zajęły Daloa - trzecie największe miasto na Wybrzeżu, położone 120 km na północ od Soubré, wszyscy policjanci i wojskowi spakowali swoje manatki na ciężarówki i „udali się na z góry upatrzone pozycje”, jak to ktoś ładnie ujął. I wcale się im nie dziwię. Wręcz przeciwnie – popieram. Ci ludzie byli przecież przeszkoleni do łapówkarstwa i uprzykrzania ludziom życia na drogach, a nie do walki. Dzięki temu, gdy 24 godziny później do miasta weszli rebelianci (o, przepraszam – Wojska Republikańskie), nie mieli już do kogo strzelać. Zadowolili się więc zdemolowaniem i splądrowaniem ratusza oraz domów wojskowych, w czym miejscowa ludność czynnie im kibicowała, i po ich odejściu kończyła dzieło zniszczenia. Poza tym postrzelali trochę na wiwat, zagrabili trochę samochodów (również jeden z naszych; drugi schowaliśmy u znajomego mechanika na złomowisku, ale o tym sza…) i poszli dalej, zostawiając trochę ludzi na skrzyżowaniach.

Odnośnie zajęcia naszego samochodu to mówiąc szczerze - przespałem ich wizytę, bo przyszli w czasie sjesty (ostatnio chodzę trochę przemęczony i naprawdę nie dałem rady już na nich czekać). Trochę mi wstyd, ale może to i dobrze, bo miałem głupi pomysł zaprosić ich do pamiątkowego zdjęcia – podejrzewam, że całkiem nieźle prezentowałoby się nad łóżkiem. Nie wiem tylko, czy odzyskałbym mój aparat… Jeden ze współbraci ich wizytę relacjonował tak: „Człowieku, jak ich zobaczyłem, to nie wiedziałem, czy to rebelianci, czy Powstańcy Warszawscy: obszarpani, brudni... Czterech miało kałasze, a jeden wyrzutnię rakiet. Na szczęście nienaładowaną. Wystrzelili dwa razy w powietrze (strzały akurat zarejestrowałem, ale myślałem, że strzelają gdzieś pod płotem), wsiedli do samochodu, jeden nawet przez otwarte okno, i pojechali”...

  

Ja swoje spotkanie z rebeliantami przeżyłem nieco później, podczas pisania powyższego akapitu. Wczoraj na wieść o zbliżających się wojskach ok. 60 osób szukało u nas schronienia na noc. Dzisiaj jest ich ok. 500. Trzech Republikanów przyszło więc pytać kto mieszka w tym domu i dlaczego kaplica jest pełna ludzi (zarzucali nam ukrywanie stronników Gbagbo i broni). Zacząłem więc grzecznie tłumaczyć, że głównie to kobiety z dziećmi, i że nawet jeśli nie znam ich osobiście, to większość stanowią nasi parafianie i po prostu nie mogliśmy ich nie przyjąć na nocleg. Poza tym jak miałem sprawdzić, kto jest z jakiej opcji politycznej? W międzyczasie spozierałem na trzymane w rękach karabiny. Na robienie zdjęć było na szczęście za ciemno... W końcu zostawili nas w spokoju. Połazili jeszcze trochę po terenie szukając ukrytej broni, połamali ogrodzenie kurnika, wyciągnęli kilku mężczyzn i podrostków z kaplicy, ale zaraz pozwolili im wrócić. A teraz naprawdę muszę już iść spać...


Zapiska III
31 marca 2011 r.

W mieście generalnie cisza. Strzały są raczej sporadyczne i podobno głównie do ludzi rabujących opuszczone domy. Zabili jakiegoś chłopaka, który ukradł materac.

Ludzie nocujący ostatnio na misji przenieśli się do sióstr ze zgromadzenia Najświętszej Maryi Panny Kalwaryjskiej, które mieszkają zaraz obok nas (w płocie jest nawet furtka, którą można się do nich dostać bez potrzeby wychodzenia na ulicę). Mają tam o wiele lepsze warunki. Siostry prowadzą rodzaj zawodówki krawieckiej z internatem dla młodych kobiet i udostępniły kilka sal szkolnych. Odwiedziliśmy je po kolacji. Największy obecnie problem to brak lekarstw, tych najprostszych, przeciwgorączkowych i na rozstrój żołądka. Apteki niestety pozostają zamknięte. Żałuję, że nie zrobiłem żadnego zdjęcia, kiedy uciekinierzy byli jeszcze naszej kaplicy, ale jakoś głupio mi było latać z aparatem pośród wystraszonych ludzi. Na paparazzi zdecydowanie się nie nadaję. Wybaczcie.

  

Wojska Ouattary są już w Abidżanie i odcięły drogę ucieczki do Ghany. Niemal wszyscy odwrócili się od Gbagbo i jest nadzieja, że lada dzień sytuacja zacznie się normować. My najbardziej boimy się niezależnych grup wojskowych, które mogą zacząć grabieże. Czy ktoś ich w ogóle kontroluje? Część pieniędzy trzymamy na wierzchu, w razie jakiegoś najścia, resztę dobrze schowaną. Przy stole po raz pierwszy padł temat ewentualnej ewakuacji. Pozostajemy w kontakcie z panem Przemysławem Niesiołowskim, polskim ambasadorem w Nigerii (to najbliższa polska placówka dyplomatyczna), który od początku kryzysu trzyma rękę na pulsie i w razie potrzeby obiecuje wszelką możliwą pomoc. Mamy jednak nadzieję, że korzystanie z niej nie będzie konieczne.


Zapiska IV
1 kwietnia 2011 r.

Dzisiaj 1 kwietnia, ale nam, mimo że sytuacja mocno się uspokoiła, do śmiechu raczej nie jest. Proboszcz rozpoczął podchody pod odzyskanie naszego samochodu (ktoś widział go w Soubré). Razem z proboszczem sąsiedniej parafii i prefektem złożyli wizytę dowództwu wojsk. Ciekawostka: okazuje się, że żaden z meczetów nie został napadnięty, a jedynie kościoły. Ponoć podczas przygotowań całej akcji wszelkie ataki na świątynie i miejsca kultu zostały surowo zakazane i głównodowodzący armią w Soubré wyraził bezbrzeżne oburzenie zaistniałymi wydarzeniami. Jak widać są równi i równiejsi. Podobnie ma się rzecz z dzielnicami miasta: jedne są w dużej części splądrowane, inne właściwie nietknięte. Wszystko zależy od tego, z jakiego plemienia są ludzie je zamieszkujący (o panującym tu trybalizmie napiszę innym razem).

Co pocieszające, ponoć istnieje jakaś służba bezpieczeństwa, która zajmuje się utrzymaniem spokoju. Dostaliśmy numer telefonu do ich szefa, w razie jakiś zamieszek na misji i ochronę na noc. Wprowadzono godzinę policyjną, ale to już nie nowość. Czekamy na rozwój wypadków.


Zapiska V
4 kwietnia 2011 r.

Od trzech dni właściwie bez zmian: w zasadzie regularna bitwa o Abidżan i niepokój w całym kraju. Zaczęto odkrywać jakieś zbiorowe mogiły i obie strony oskarżają się nawzajem o ludobójstwo. Liczba ofiar nigdzie nie została potwierdzona, ale na pewno przekroczyła już 1000, a prawdopodobnie jest ich znacznie więcej (w mediach mówili o 1500 ofiarach). Gbagbo nawołuje swoich zwolenników do stawienia czynnego oporu. Może to zaowocować tworzeniem się dzikich band zwolenników jednej i drugiej strony lub też korzystających z sytuacji zwykłych bandytów, czego obawiamy się najbardziej.

Nasza parafia znacznie się wyludniła, bo ludzie szukają schronienia na wsi, gdzie czują się bezpieczniej. Nie działają szkoły, więc młodzież również w większości wyjechała. Z tego powodu anulowana została zaplanowana na wczoraj coroczna pielgrzymka młodzieży przygotowującej się do chrztu. O wyjściu poza miasto i tak nie było mowy, ale chcieliśmy zebrać wszystkich na terenie szkoły katolickiej. No cóż, nie wyszło.

Dzisiaj we wspólnocie zorganizowaliśmy całodniową adorację Najświętszego Sakramentu w intencji pokoju. Na czwartek ogłosiliśmy adorację dla całej parafii. Modlimy się również za wstawiennictwem Jana Pawła II, którego beatyfikacja ma być na parafii wielkim świętem. Zobaczymy, co życie pokaże i czego Bóg od nas oczekuje.


Zapiska VI
8 kwietnia 2011 r.

W największym skrócie: bitwa o Abidżan trwa. Na chwilę włączyły się do niej stacjonujące tu wojska francuskie (Licorne) i ONZ-u, żeby zapobiec masakrze cywili. Zaraz oczywiście podniósł się krzyk, między innymi ze strony Rosji, że przekraczają swoje uprawnienia. Francuzi zadowalają się więc ochroną swoich obywateli, a ONZ patrolowaniem terenu z helikopterów. Laurent Gbagbo zabarykadował się w bunkrze pod rezydencją prezydencką i ani myśli się stamtąd ruszać. W czwartek Alassan Ouattara wygłosił orędzie do narodu, wyrażając w nim nadzieję na powolny powrót do normalności. Na jego prośbę zostały też zdjęte sankcje gospodarcze nałożone na kraj trzy miesiące temu. Niestety zwolennicy Gbagbo zaczynają otrząsać się z początkowego oszołomienia i karta może się odwrócić. Jeśli tak stanie się rzeczywiście, będziemy mieli drugą Rwandę.

A co u nas? W miarę spokojnie, choć o mało nie ukradli nam drugiego samochodu, i to dwa razy. Najpierw ktoś znalazł go w krzakach, w których go schowaliśmy (wiem, pisałem, że jest u mechanika, ale byłem niedoinformowany). Z powodu braku akumulatora nie udało się go odpalić, więc skończyło się na oderwaniu tablic rejestracyjnych, zdrapaniu naklejek Mission catholique, zdemolowanych drzwiach i stacyjce. Postanowiliśmy zatem przestawić go w bezpieczniejsze miejsce, obok prefektury (odpowiednik naszego urzędu wojewódzkiego) i przy wyjeździe złapała nas świeżo przybyła do miasta grupa żołnierzy. Na szczęście pomogła interwencja prefekta i miejscowego dowódcy wojsk.


Zapiska VII
11 kwietnia 2011 r.

Wczoraj na wyraźną prośbę Ouattary do ataku na pałac prezydencji przystąpiły wreszcie wojska ONZ i Licorne, w krótkim czasie zmuszając Gbagbo do oddania się w ich ręce.


Zapiska VIII
12 kwietnia 2011 r.

W orędziu do narodu obecny prezydent wzywa do pojednania. Póki co nie wyrzucił z armii wrogich mu generałów i przyjął od nich przysięgę wierności. Cóż, historia uczy, że nawróceni zdrajcy często stają się ludźmi najbardziej oddanymi. Za wcześnie, by powiedzieć czy tak stanie się i czy w tym przypadku nie jest to tylko polityczna zagrywka Ouattary, który za wszelką cenę stara się uchodzić za prezydenta wszystkich Ivoryjczyków (mieszkańców Wybrzeża Kości Słoniowej). W każdym bądź razie bez poważnych zmian na pewno się nie obędzie. Prezydent wzywa również wszystkich policjantów i żandarmów do powrotu na swoje stanowiska. Dopóki jednak nie znikną na wpół dzikie oddziały wojsk, nie ma raczej co liczyć na to, by wyszli z ukrycia.

Nierozwiązanym problemem pozostaje broń rozdana przez Gbagbo swoim zwolennikom jeszcze przed wyborami, jak to się mówi „na wszelki wypadek”... Prawdopodobnie w dużej części posłuży różnej maści bandytom. Jej odszukanie i zabezpieczenie stanowi obecnie główne zajęcie Armii Republikańskiej. Przy okazji dochodzi do pobić, a nawet samowolnych egzekucji. Jedna z nich miała miejsce w pobliskiej wiosce. Zabito trzy osoby, a ciała wrzucono do studni.


Zapiska IX
14 kwietnia 2011 r.

Dzisiaj, delegowany przez proboszcza, uczestniczyłem w spotkaniu z prefektem (wojewodą) i innymi urzędnikami państwowymi oraz wojskowymi, mającym na celu uspokojenie obaw miejscowej ludności i rozpoczęcie powolnego powrotu do normalności. Miało rozpocząć się punktualnie o 10:00 i rzeczywiście opóźniło się tylko o afrykański kwadrans (czyli dokładnie o godzinę i piętnaście minut).

Dzięki Bogu nasz prefekt jest postacią można by rzec wzorcową, i to nie tylko na afrykańskie warunki. Jako jeden z bardzo niewielu nie opuścił swojego urzędu wraz z początkiem zamieszek, mimo realnego zagrożenia życia. Jest też osobą niezwykle konkretną i bezpośrednią (zdaniem, którym ujął mnie za serce było: „To ludzie znajdujący się obok latryny czują smród”). Pomijam fakt, że to katolik. Więcej takich polityków na całym świecie! Niestety mówi się, że jest za dobry na takie Soubré i prawdopodobnie przeniosą go do Abidżanu.

  

Spotkanie było bardzo udane i nawet zwolennicy Gbagbo wyszli z niego, jeśli nie zadowoleni, to na pewno mocno uspokojeni i pocieszeni. Obiecuje m.in. ukrócenie samowoli żołnierzy, pociąganie do odpowiedzialności ludzi składających fałszywe donosy o przechowywaniu przez kogoś broni (prawdziwa plaga) i niekaranie za kradzieże dokonane podczas zamieszek, jeśli ktoś dobrowolnie zgłosi się na prefekturę z zagrabionym dobrem. Powołano również komisję mającą za zadanie restytucję szkód dokonanych przez armię. Liczymy więc na jakieś odszkodowanie z tytułu utraty jednego i zdemolowania drugiego z naszych samochodów. Droga do normalności będzie jednak na pewno długa. Przypomnę tylko, że to nie tylko sprawa ostatnich tygodni czy miesięcy, ale napięta sytuacja w kraju trwa tu od 1999 roku. Miejmy nadzieję, że to koniec tej bolesnej historii i ostatnia tego typu notatka w moim życiu. W tym kontekście życzenia radosnych i spokojnych świąt Wielkiejnocy mimo, że mocno oklepane, nabierają jakby nieco innego znaczenia.