43. Malaria

19 marca 2011 r.

Od czasów lektury „W pustyni i w puszczy” każdy Polak wie, jak groźną chorobą jest malaria (ja wiem, że nie każdy czytał, ale powinien, więc jeśli ktoś nie czytał - niech się wstydzi). Mnie w liceum dręczyło za to pytanie: Na cholerę mam się uczyć cyklu rozwojowego zarodźca malarii i komu to w ogóle potrzebne?. Teraz już wiem, że życie bywa bogatsze od naszej wyobraźni.

Malaria w polskich warunkach brzmi groźnie. Można jednak powiedzieć, że to jakby tutejszy rodzaj grypy (nie ptasiej ani świńskiej, ale tej zwykłej, która normalnie nikogo nie przeraża): od czasu do czasu się ją przechodzi i nie wolno jej bagatelizować, ale tak poza tym, da się z nią żyć. Jest oczywiście z reguły śmiertelna odmiana malarii mózgowej, ale z uwagi na rzadkość jej występowania nie będę się nią tu zajmował.

Jeśli uda się nam zarejestrować pierwsze objawy (u każdego są trochę inne i trzeba je najpierw odkryć, np. ból szyi, ramion, „wiatr w kościach”, poczucie zmęczenia itd.) i wziąć na czas leki, malaria ma zazwyczaj łagodny przebieg. Jeśli się spóźnimy, temperatura organizmu zaczyna skakać od stanu podgorączkowego do blisko 40◦C i z powrotem, pojawiają się wymioty, biegunka i dreszcze. Chorobie, przy ciężkich wypadkach, towarzyszy poczucie zima (nawet jeśli w pokoju jest ponad 30◦C), skąd pochodzi polska nazwa tej choroby: zimnica. A tak - polska nazwa, bo do początku XIX w. Polska była krajem malarycznym. Jeszcze moja babcia na nią chorowała, choć był to już wtedy przypadek niezwykle u nas rzadki. Klimat się jednak zmienił (tak, tak, zmiany klimatyczne to wcale nie sprawa ostatnich lat, jak twierdzą pseudo-ekolodzy) i gatunki komarów przenoszące tę chorobę wyginęły. Dzisiaj jesteśmy świadkami tendencji odwrotnej i choroba powoli wraca na południowe krańce Europy.

Oprócz leków, najważniejszy przy tej chorobie jest odpoczynek. Sprawa nie jest taka prosta, bo towarzyszy jej zazwyczaj łamanie w kościach. Człowiek czuje się więc obolały i nie wie, jak się najwygodniej ułożyć. Przewraca się więc z boku na bok, a także z brzucha na plecy i z powrotem. Na szczęście po jakiś 36 godzinach działania leków wszystko powoli zaczyna wracać do normy: gorączka i łamanie w kościach ustępują, ale przez kilka kolejnych dni pracę fizyczną trzeba sobie darować i przede wszystkim dobrze się wyspać. W zasadzie trzeba sobie więc zaplanować cały tydzień zwolnienia.

Z reguły po tygodniu jest się w zasadzie zdrowym. „W zasadzie”, bo malaria należy do chorób nieuleczalnych: jej zarodźce zostają we krwi do końca życia i ktoś chory nie może np. być dawcą krwi ani narządów (kartę honorowego dawcy zachowałem sobie na pamiątkę), by nie zarazić tą chorobą innych, ale poza tym żyje się z nią zupełnie normalnie.