21. Dialog międzyreligijny
15 maja 2010 r.

Niektórzy pytają, czy dialog chrześcijan z muzułmanami jest w ogóle możliwy? Oczywiście, że jest! U nas przynajmniej dialog taki odbywa się każdego dnia, i to na wielu płaszczyznach.

Zaczyna się jeszcze ciemną nocą, punktualnie o czwartej nad ranem, kiedy to pierwszy muezin przystępuje do zawodzenia przez skrzeczące głośniki swojego Allahu akbar. Muzułmanie podzieleni są między sobą bardziej niż chrześcijanie i w mieście jest co najmniej kilkanaście meczetów, a każdy innego wyznania. Kiedy więc jeden kończy swój lament, drugi dopiero zaczyna i tak to trwa mniej więcej do 5:30. Skąd taka rozbieżność? Pierwszy raz do modlitwy muzułmanie są wzywani o wschodzie słońce. Pytanie tylko, gdzie ten wschód słońca ma być: w Mekce, w Jerozolimie, w Abidżanie, czy u nas - w Soubré?

  

My na owe zaczepki odpowiadamy dopiero o 6:30, biciem w dzwon. A dzwon mamy konkretny - 295 kilogramów żywej wagi, nie licząc mocowania. No i żadne braki w dostawie prądu nie są w stanie nam zaszkodzić. W planach mamy umieszczenie go na 15-metrowej wierzy powstającego kościoła, żeby jego dźwięk mógł rozchodzić się jeszcze dalej. Muzułmanie są wzywani na modlitwę pięć razy w ciągu dnia, my bijemy w dzwon tylko trzy (przed poranną mszą, w samo południe na Anioł Pański i na nieszpory), w myśl zasady, że nie liczy się ilość, ale jakość.

Kiedy po raz pierwszy ktoś zapytał mnie, czy jeśli pości, może przyjąć komunię - nie zajarzyłem o co chodzi. A chodzi o post w wydaniu islamu: podczas ramadanu - muzułmańskiego miesiąca postu - nikt nic nie je, nie pije, ani nawet nie dłubie w nosie przez cały dzień - od wschodu aż do zachodu słońca. Według Koranu bowiem, podczas postu żadne obce ciało nie ma prawa przekroczyć bram ciała, a za paznokciem może być przecież jakiś brud! (jeszcze we Francji próbowałem dopytać się znajomej muzułmanki jak to działa za kołem podbiegunowym w czasie dnia polarnego, ale nie potrafiła dać mi żadnej zadowalającej odpowiedzi). No a Ciało Chrystusa to zdecydowanie "ciało obce", stąd też dylemat niektórych chrześcijan. Muzułmańskie dzieci przychodzą za to do nas świętować Boże Narodzenie, zwłaszcza wtedy, kiedy przychodzi Święty Mikołaj, a w maju kraść nasze owoce mango.

  

O innej płaszczyźnie dialogu usłyszałem od pewnego człowieka, któremu w Nowy Rok z domu zniknęło kilka butelek wina. Wkrótce potem doniesiono mu, że zatrudnionego przez niego stróża(!) widziano pijanego w jednej z maki (to coś w rodzaju naszego baru mlecznego, z tym że serwuje się tam także alkohol). Kiedy go znalazł zapytał jak on - będąc wyznawcą proroka Mahometa, który zakazał przecież pić alkoholu, może pić - i to jeszcze w towarzystwie chrześcijan? Na twarzy człowieka pojawił się wyraz wielkiego zdziwienia:
- Szefie - zaczął - to ty nie wiesz, że pierwszego stycznia Mahomet i Jezus się spotykają?

Ostatnią płaszczyznę dialogu, o której chcę tu wspomnieć, pokazała kiedyś grupka dzieci wracająca ze szkoły. Wstąpiły one do naszej kaplicy, żeby się chwilę pomodlić. Uklękły przed tabernakulum i zrobiły znak krzyża. Na to jeden chłopiec zapytał zgorszony:
- Co wy robicie? To nie tak się trzeba modlić! Ja wam pokażę!
Po czym walną popisowy pokłon jak w meczecie. Inne dzieciaki popatrzyły na niego z niekłamanym uznaniem, po czym same dotykając czołem podłogi wykonały przepisowy pokłon i wszystkie razem zaczęły się modlić:
- Ojcze nasz, któryś jest w niebie...

Bóg jest jeden...