19. Czego nigdy nie dowie się biskup
17 kwietnia 2010 r.

- Czego nigdy nie dowie się biskup?
- Tego, co czuje facet, który pełnił funkcję kierowniczą i nagle przestał ją pełnić.
Podobnie rzecz ma się zresztą ze znakomitą większością proboszczów diecezjalnych. No, przynajmniej do emerytury. Tę depeszę dedykuję zatem wszystkim księżom, którzy po dwadzieścia lat czekają bezskutecznie na proboszczowski awans, bo ja właśnie zostałem przełożonym wspólnoty - ten prawdziwy wyjechał bowiem na cztery miesiące do Polski (Kapituła Prowincjalna i dwuletni urlop połączony z głoszeniem kazań misyjnych).

Sprawa wcale nie jest tak śmieszna jakby się to mogło komuś wydawać, bo oprócz normalnych obowiązków (msza, spowiedź, kancelaria, katechezy itp.) mam do zorganizowania bierzmowanie dla dwóch parafii z naszego miasta i dwie tury rekolekcji (przed bierzmowaniem i przed chrztem). Jeśli dodamy do tego, że przy obecnym stanie znajomości języka w miarę solidne przygotowanie dziesięciominutowego kazania na niedzielę zajmuje mi jakieś cztery godziny czasu, a pewien problem stanowi nawet napisanie ogłoszeń parafialnych - będziemy mieli pewien ogólny zarys problemu. No i nie ma wikarego, na którego można by zwalić część roboty... Na szczęście jest jeszcze brat Jan - człowiek, który na misjach jest już dwadzieścia lat, a mimo to zachował pogodę ducha, oraz Gaston - kleryk na roku pastoralnym.

Nie wolno też zapominać o "Tym Trzecim". Myślcie, co chcecie, a ja tam wierzę w takie rzeczy jak Boża Opatrzność. Z drugiej strony wiadomo jednak, że "krawiec kraje, jak mu materiału staje", co napawa pewnym niepokojem. Pozostaje zatem czekać na powrót proboszcza (tego prawdziwego) jak na... zbawienie?

Poniżej kilka zdjęć z naszej misji: kaplica i dom.