12. Trochę inny sylwester
1 stycznia 2010 r.

Sylwestra uczciliśmy adoracją Najświętszego Sakramentu. Powiało nudą? Ha! Bo nie znacie tutejszych śpiewów, okrzyków i afrykańskiego ducha. Adoracja miała zacząć się o 23.30, ale z uwagi na to, że okolice kościoła zaczęły zapełniać się już o 23.00 (pierwszy raz widziałem, żeby tubylcy przyszli nie tylko nie spóźnieni, ale na długo przed czasem), rozpoczęła się wcześniej (wstyd się przyznać, ale to ja tym razem się spóźniłem). Punktualnie o północy zabiły wszystkie dzwony i dzwonki. Poza tym miasto było prawie zupełnie ciche (od kilku lat obowiązuje całkowity zakaz puszczania sztucznych ogni, z racji tlącej się jeszcze ciągle wojny, ale o tym innym razem).

  

Chciałbym móc powiedzieć, że po adoracji przed kościołem szampan lał się strumieniami niczym wino w Kanie Galilejskiej, niestety znalazło się tylko kilka butelek na kilkaset osób. Serwował go za to sam proboszcz, ale tylko pełnoletnim członkom wspólnoty parafialnej. Większość doszła widocznie do wniosku, że podczas niedzielnych ogłoszeń "robił sobie jaja", zachęcając do przyniesienia do Kościoła własnych trunków. Jak widać - nie robił, co zostało zresztą udokumentowane na załączonych zdjęciach. I dobrze, niech ludzie wiedzą, że kto jak kto, ale chrześcijanie wiedzą jak świętować!