1. Tytułem wstępu

 

 

Niektórzy moi współbracia twierdzą, że po miesięcznym pobycie w Afryce można napisać o tym książkę. Po roku, materiału starcza już ledwie na artykuł. W końcu po jakichś latach dziesięciu człowiek stwierdza nagle, że tak naprawdę nie wie nic i tyleż samo ma do powiedzenia. Znając swoje tempo tworzenia tekstów pomyślałem, że jeśli zacznę spisywać od początku przynajmniej niektóre swoje wrażenia, materiału wystarczy przynajmniej na serię krótkich artykułów... no, artykulików powiedzmy.

 

Na samym początku chciałbym uściślić pewną sprawę. Afryka to nie kraj. To kontynent i to trzykrotnie większy od Europy. Niby wszyscy o tym dobrze wiedzą, ale jednocześnie nie przeszkadza nam to myśleć o Afryce jako pewnej dość spójnej całości. Tymczasem Afryka to tak samo Egipt jak i Kongo, RPA i Tunezja, Etiopia i Gwinea Równikowa. Są kraje położone nad brzegiem oceanu oraz te, które do najbliższego morza mają tysiące kilometrów. Jedne kraje leżą na pustyni, inne na sawannie, a jeszcze inne w dżungli lub na tym, co po dżungli zostało. Są też kraje stosunkowo wysoko rozwinięte jak i plemiona (coraz rzadsze), które żyją w epoce kamienia łupanego. To, co chcę tu przedstawić to jednie skrawki życia ze skrawka tej ziemi.